Kolejny dzień za nami, dziś trochę się działo bo wkońcu nadszedł dzień gdzie wszyscy patrzyli mi na ręce, przyznam szczerze że jeszcze rano odczuwałem lekki stres i do momentu dojścia na stanowisko fify mnie trzymał. Od razu kiedy przyszedłem, zagoniono mnie w nieco słabe miejsce z perspektywy zawodnika gdyż siedziałem przy bandach gdzie wszyscy kibice nachylali się i byli ode mnie jakies mniej niż pół metra.
Obawiałem się pierwszego meczu z Panamczykiem, widziałem wcześniej że pisał na ircu o mecze, więc sądziłem iż ostro trenuje. Boisko jednak szybko zweryfikowało kto jest lepszy w tym meczu i moja naprawdę dobra gra zaowocowała tym iż przeciwnik schodził pokonany wynikiem 6:2, następny mecz przyszło mi się zmierzyć z Ekwadorczykiem - ten mecz był bez historii i pomimo pierwszej groźnej akcji oponenta, szybko wyprowadziłem kontre i prowadziłem 1:0 a skonczyło się 10:1, po tym meczu miałem pauze 10min a później się okazało, że jest przerwa jedną godzinę. Udaliśmy się w takim razie z hom3rem na jedzenie, porozmawialismy troche o meczu który mnie czekał z Schiewe i tym na co mnie uczulał żebym się zbytnio nie rozprężył po tej przerwie tak jak on wczoraj(Po przerwie przegrał z Patanem). Nie było mowy o rozprężeniu, wróciliśmy po godzinie i już siadałem do meczu z Niemcem, byłem nastawiony bardzo wojowniczo, chciałem za wszelką cene się zrewanżować. Od początku meczu było widać, że tym razem nie popełnie błędu z SECa i powalcze, gra była bardzo wyrównana ale to jednak Niemiec strzelił pierwszy bramkę więc zmuszony bylem gonić wynik, jednak nie przeszkadzało mi to w dobrej grze, prowadziłem spotkanie i brakowało tylko bramki ta wkońcu padła na 1:1 ale niestety Niemiec kolejnym razem wbił się bokiem i 1:2, po tym golu się nie zraziłem i atakowałem dalej aż nagle wyprowadziłem świetną akcję prawą stroną, podałem do niepilnowanego Drogby na 5 m stojącego na wprost bramki i byłem pewny że ten z pierwszej piłki uderzy mocno, NIESTETY Drogba postanowił inaczej i zaszalał z piętki co nie przyniosło spodziewanego efektu....... Do końca meczu starałem się strzelić gola i przez chwile przeciwnik nie mógł wyjść z połowy. Nawet homer mówił, że jego mina lekko zrzedła kiedy go przycisnałem i widać było nerwowość w jego poczynaniach. Niestety wynik nie uległ zmianie do końca meczu i to on mógł się cieszyć ze zwycięstwa.
Nie było się co załamywać, po tym meczu trzeba było wygrać z Buffo i Namibia. Buffo przez Yozhyka jest stawiany w roli faworyta, wiec nie jest to gracz anonimowy (wcześniej już występował na WCG np jako scorpion - WCG 2009). Mecz zaczął się wyrównanie, ale to ja musiałem atakować bo to ja bardziej potrzebowałem wygranej (Buffo miał jeszcze mecz z Schiewe w ost kolejce). Po dość dobrej połowie w której lekko przeważałem, zaczęła się druga i po jednym błędzie już było 0:1, niestety musiałem ustawić się nieco ofensywniej i padła kolejna bramka na 0:2, po 2 bramkarz znowu przejąłem inicjatywe ale moi zawodnicy w tym meczu marnowali dość dobre okazje i nie było co poradzić ;| Jeszcze w ostatnich minutach Brazylijczyk ustalił wynik spotkania na 0:3 i przekreślił moje szanse na awans do drabinki.
Ostatni mecz rozegrałem już na pełnym luzie i nieco zawiedziony, bo naprawde szansa z Niemcem była ogromna, homer i Konopka czuli niedosyt razem ze mną(homer jak zdradził, chyba się stresował bardziej niż Ja) Ja do tego turnieju podszedłem nadzwyczaj spokojnie, pewnie nie uwierzycie ale gralem bardzo mądrą przemyslaną piłke i niestety zabrakło nieco szczęścia. Tymbardziej czuje się źle, bo był to chyba najlepszy turniej jaki rozegrałem jeżeli chodzi o skilla, bo nie pamietam zebym z takim spokojem podchodził do meczy i tak dobrze operował piłką.
Niestety, to tylko gra i wszystko może się w niej wydarzyć.
Ja ze swojej strony mogę tylko przeprosić tych którzy we mnie bardzo wierzyli, a jednak zawiodłem ich nadzieje. Uwierzcie mi też jest smutno, ale taka jest FIFA.
Dziękuje z tego miejsca za wszystkie słowa otuchy płynące ze wszystkich stron!!!!!
Bartas
|